Abstrakt
Praca źródłowa badająca rozmaite przejawy obecności prawa rzymskiego w Anglii wieku XVIII ukazała głęboką prowincjonalność prawniczego środowiska ? przynajmniej z perspektywy romanistycznej. Dodajmy, że prowincja to określenie intelektualne, a nie geograficzne. Prowincjonalność nie mogła dobrze rokować prawu angielskiemu, które jak prawo polskie w tym samym czasie ? także na rubieżach Europy, ale na drugim krańcu łacińskiego świata ? rozwijało się w sposób organiczny, miły sercu Savigny?ego i jego uczniów ze szkoły historyczno-prawnej. A dają się snuć domysły, że dalszy rozwój prawa polskiego wyglądałby podobnie lub równolegle do przemian angielskiego common law, gdyby nie zabory i przyniesione w ich czasie prawo rzymskie oraz czerpiące zeń i prawa natury kodyfikacje. Jednak w przedrozbiorowej Polsce zdawano sobie sprawę z niebezpieczeństwa prowincjonalności, bo choć dla ogółu prawników epoki saskiej prawo rzymskie odgrywało rolę ozdoby pozwalającej się popisać erudycją i odwołać się do bliskich szlacheckiej mentalności rzymskich tradycji, niejednokrotnie i w sposób oświecony domagano się zreformowania systemu prawnego przy użyciu prawa rzymskiego. Panorama zatem wystarczyć nie może, jak nie powinno się rezygnować z porównań, zwłaszcza gdy dogłębnie zna się cudze prawo, a na własnym jest się wychowany. Potrzeba uczonych diagnoz, jak zawsze potrzeba otwartości środowiska prawniczego. Należy wskazywać sprawdzone środki ? w tym dla leczenia się z prowincjonalności w myśleniu o prawie. Zawsze dobrze służyło tym celom studium prawa rzymskiego, jeśli postrzegać je praktycznie. A czysto antykwarycznie uprawiano je na angielskich uniwersytetach w XVIII wieku.
